Co nam mówią tragiczne wyniki matur?

Absolwenci szkół ponadgimnazjalnych odebrali świadectwa maturalne i w sporej części złożyli „papiery” na uczelnie. Wielu zdążyło też świętować, a nie jeden otrzymał od bliskich upominek z okazji zdania tzw. egzaminu dojrzałości. Czy jednak, jako społeczeństwo, mamy się z czego cieszyć? Niekoniecznie, gdyż kolejny raz jest gorzej niż źle.

Głębsza refleksja nad tegorocznymi wynikami matur nie napawa optymizmem. O ile bowiem powielany w mediach wynik 78,2 proc. osób, które zdały egzamin, wygląda i brzmi całkiem nieźle (szczególnie na tle ubiegłego roku), o tyle w szczegółach sytuacja… nie jest zła, jest tragiczna. A przypomnijmy, że z racji pandemii wymagania zostały okrojone.

Co więcej, statystyczne średnie wyniki matur są na bardzo niskim poziomie od wielu lat. Wydaje się więc, że nadszedł już czas na uczciwe omówienie tematu. Bez półprawd i żaglowania statystykami tak, aby (prawie) wszystkim było miło.

Przyjrzyjmy się średnim wynikom uzyskiwanym przez tegorocznych maturzystów. Język polski, poziom podstawowy: 54 procent. Matematyka, poziom podstawowy: 58 procent. Język angielski (najpopularniejszy język obcy), poziom podstawowy: 76 procent. Teoretycznie więc statystyczny zdający, średni polski maturzysta, zdobył wynik bardzo odległy od progu zdawalności wynoszącego 30 procent. Problem w tym, że owa odległość to wynik absurdalnie nisko ustawionej poprzeczki. 30 procent nie stanowi bowiem progu uzyskania oceny dopuszczającej na żadnym etapie edukacji. Z takim „osiągnięciem” nie dostaniemy „dwójki” ze sprawdzianu ani w podstawówce ani w szkole średniej – tu, w zależności od szkoły i nauczyciela, musielibyśmy mieć co najmniej 40, a często nawet 50 procent. A uniwersytety? Wszak maturzyści to często przyszli studenci! Cóż, szanujące się uczelnie wyższe zwykle nie przepuszczają dalej studentów, którzy potrafią odpowiedzieć na mniej niż 1 z 3 pytań, a 30 procent z matury to właśnie mnie niż 1/3 poprawnych odpowiedzi. 50 procent+1 to często absolutne minimum, by na uniwersytecie zdobyć najsłabszą pozytywną ocenę.

Patrząc z perspektywy akademickiej egzamin ze znajomości języka ojczystego (w praktyce umiejętności czytania ze zrozumieniem, sensownego wyrażania się w formie pisemnej oraz świadomości dotyczącej fundamentów narodowej literatury i kultury) na poziomie podstawowym statystyczny polski maturzysta zdał na ocenę dopuszczającą. Matematyka, której poziom od chwili wprowadzenia jej jako przedmiotu obowiązkowego nie powala na kolana, także zostałaby oceniona na ten sam stopień. Nieco lepiej wypada dopiero język angielski, ale i ten egzamin nie uchodzi za szczególnie trudny.

A jak wygląda sytuacja z przedmiotami dodatkowymi? Tutaj nie istnieje żaden próg – aby zdać maturę należy uzyskać minimum 30 proc. z trzech przedmiotów obowiązkowych oraz… przyjść na jeden egzamin rozszerzony. Mało kto jednak ogranicza się do pokazania się na egzaminie, gdyż uzyskanie dobrego wyniku z przedmiotu dodatkowego (na poziomie rozszerzonym) to przepustka na wymarzoną uczelnię. Teoretycznie więc młody człowiek zdający to co chce, to co go interesuje lub to co jest (i będzie) mu potrzebne na studiach winien uzyskać przyzwoity wynik. Teoretycznie, bo w praktyce… obraz nędzy i rozpaczy.

Rozszerzona matematyka? 33 procent. Niedostateczny.

Rozszerzony angielski? Lepiej. 63 procent.

Biologia (istnieje tylko poziom rozszerzony)? 43 procent, a więc w niektórych szkołach dopuszczający, ale na studiach niedostateczny.

Chemia? 37. Niedostateczny.

Filozofia? 39. Niedostateczny.

Fizyka? 37. Niedostateczny.

Geografia? 40. Niedostateczny, z wyjątkiem niektórych szkół średnich – w nich „dwója na szynach”.

Historia? 38. Niedostateczny zawsze i wszędzie.

Historia muzyki? To samo.

Historia sztuki? Jeden punkt procentowy więcej, ale oceny to nie zmienia.

Informatyka? 40. Niedostateczny lub dopuszczający minus minus.

Łacina i kultura antyczna? 48. Na uczelniach niedostateczny, w szkołach średnich dopuszczający, może nawet z plusem.

WOS? 30 procent. Niedostateczny. Bardzo.

Uczeń z takimi ocenami na świadectwie nie miałby żadnej szansy na promocję do następnej klasy, nawet za sprawą egzaminu poprawkowego w sierpniu. Tymczasem od wielu lat promujemy uczniów z mniej więcej takimi wynikami na… uczelnie wyższe przyznając im formalny, oficjalny i państwowy dokument potwierdzający zdanie egzaminu nazywanego niegdyś egzaminem dojrzałości.

Co więcej, mówimy tu o średniej. Tymczasem w większości dodatkowych egzaminów na poziomie rozszerzonym mediana jest jeszcze niższa. Słowem: wynik „środkowy” w każdym wypadku wynosił poniżej 40 procent, a więc niezależnie od etapu edukacyjnego byłaby to jedynka. Niedostateczny z każdego przedmiotu dodatkowego.

Z czego wynika ów problem? Czy mamy gorszą młodzież niż przed laty? Niewątpliwie obecnie istnieje wiele czynników wpływających dekoncentrująco na młodych ludzi. Nie brak we współczesnym świecie licznych atrakcji, które mogą odciągać od nauki. Jednak mimo tego ludzie cały czas zdają sobie sprawę, że edukacja to ważny element życia i istotny czynnik wpływający na karierę zawodową, a więc poziom życia w przyszłości. Ponadto ciężko uwierzyć, aby lenistwo i ignorancja upowszechniły się tak bardzo, by drastycznie wpłynąć na średni wynik matury.

O co więc chodzi? Niewykluczone, że problem leży w całej konstrukcji polskiego systemu oświaty. Od jakości pracy nauczycieli i ich stosunek do własnego zawodu, przez podejście rodziców i młodych ludzi do szkoły, po konstrukcję programów, model sprawdzania posiadanej wiedzy i system rekrutacji na uczelnie wyższe.

Istnieje popularny pogląd, zgodnie z którym od kilkunastu lat szkoła w Polsce jest li tylko przechowalnią dla dzieci, miejscem, do którego rodzice mogą oddać swoje pociechy w czasie, gdy w pracy zarabiają na… korepetycje. I choć w owym sloganie jest sporo uproszczeń, to jednak główna myśl brzmi porażająco celnie. Nikt bowiem nie wymaga zbyt wiele od polskiej szkoły. Nikt.

Wielu nauczycieli to ludzie z przypadku i bez pasji. Ci zaś, którzy uwielbiają swój przedmiot, często są zniechęcani biurokracją i zarobkami i z czasem tracą entuzjazm. Ponadto nie raz ci sami pedagodzy, którzy swoją postawą marnują młodym ludziom 45, 90 lub więcej minut życia tygodniowo, za odpowiednią opłatą potrafią przygotować uczniów do świetnego zdania egzaminu.

Byłoby jednak skrajną niesprawiedliwością powiedzieć, że wina leży wyłącznie po stronie nauczycieli. Należy bowiem zauważyć, że często rodzice przywiązują większą wagę do oceny, cyferki wpisanej na świadectwie lub w elektronicznym dzienniku, niż do faktycznej wiedzy swojego dziecka, zaś wymagający nauczyciel znajduje się w ogniu krytyki jako nauczyciel zły, gdy tymczasem wsparcie takiego pedagoga mogłoby przynieść zadowalające i długoterminowe rezultaty.

W pewnym sensie winni są jednak i uczniowie, szczególnie ci starsi, którzy mając świadomość mechanizmów rządzących szkołą oraz systemem oświaty dostosowują się do realiów. Te zaś nie wymagają od nich wiele. Byle zdać maturę, byle mieć te 30 procent z podstawowych przedmiotów, a niż demograficzny w połączeniu z systemem finansowania uczelni zrobi swoje.

Uczelnie wyższe bowiem otrzymują z budżetu fundusze wtedy, gdy mają studentów. Nie opłaca im się więc zmniejszać liczby osób przyjmowanych na pierwszy rok mimo iż młodych ludzi jest coraz mniej. Nie opłaca im się także zaostrzać wymagań. Wolą – i tak się dzieje – przyjmować niemalże hurtem, a potem (szczególnie na kierunkach ścisłych) robić to, co powinny zrobić szkoły średnie: nauczyć. Wiele uczelni prowadzi bowiem dla swoich studentów zajęcia doszkalające. Tyle tylko, że podatnik już kiedyś zapłacił za wyedukowanie danej osoby z konkretnego materiału, a nie raz swoje dorzucili rodzice finansujący korepetycje.

Osobnym problemem są ponadto owiane złą sławą egzaminy zewnętrzne i klucze, choć często widzi się wyłącznie ich wady. Należy natomiast odnotować, że choć zbyt sztywny klucz może okazać się powodem niesprawiedliwego ocenienia zdolnego ucznia, to jednak istnienie takiego mechanizmu zwiększa obiektywizm i klarowność oceniania w ramach egzaminu, który zdaje młodzież z całego kraju, co pozwala porównywać osiągnięcia osób z różnych szkół i stron kraju walczących o miejsce na tej samej uczelni. Niestety zamiast traktować klucze egzaminacyjne i egzaminy zewnętrzne jako użyteczne narzędzia umożliwiające obiektywną ocenę uczniów i porównywanie ich wyników, stworzyliśmy systemowego potworka, w którym celem nie jest zdobycie wiedzy ocenianej za pomocą owych mechanizmów, ale sam mechanizm i trafianie w niego.

Poziomu polskiej edukacji nie zwiększa także nieprzerwane od dekad majstrowanie przy programach, podstawach programowych, wymaganiach i systemie organizacji pracy szkół. Nie będzie przesadą powiedzieć, że od wielu lat młodzież zdająca maturę nie zaznała w trakcie swojej kilkuletniej edukacji stabilności. Nikt piszący w ostatnich kilkunastu latach egzamin dojrzałości nie został potraktowany łaskawie przez państwo. Każdego dotknęły zmiany: albo organizacyjne albo „przynajmniej” programowe. Co więcej, czasami głębokie korekty w wymaganiach maturalnych dokonywane były już w trakcie edukacji w szkole średniej! Kończy się to sytuacją, w której niektóre zagadnienia człowiek miał okazję poznać kilka razy, a innych – wcale.

Osobny „kryminał” to przemęczenie i przepracowanie polskiej młodzieży, niewyspanie uczniów skrajnie obniżające ich zdolności, a będące m.in. efektem istnienia „zadań domowych” czy nawet zatłoczone, duszne klasy – w najlepszym wypadku negatywnie wpływające na zdolności intelektualne, a w najgorszym: mogące wywołać depresję.

Widać więc wyraźnie, że problem polskiej edukacji jest wielowątkowy i chcąc być uczciwym nie sposób wskazać jednego winnego, ale nie można także powiedzieć, że ktokolwiek jest niewinny. Nie o wskazywanie sprawców tu jednak chodzi, ale o przyszłość młodych ludzi, których cenny czas jest najzwyczajniej w świecie marnowany przez dorosłych. To bowiem dorośli odpowiadają za szeroko pojęty system oświaty, nauczanie, egzaminowanie i przyjmowanie na uczelnie oraz zdecydowaną większość opisanych powyżej problemów. I mimo że od wielu lat jest bardzo źle, to nie widać żadnej poważnej debaty na ten temat. A cóż dopiero powiedzieć o refleksjach i rozważnych, ale koniecznych działaniach. Zaś marnowany w szkołach czas młodych ludzi ma wielorakie znaczenie – nie chodzi bowiem o taką czy inną liczbę godzin lekcyjnych, z których nikt nic nie wyniósł. To także marnowanie tego etapu w życiu, gdy biologiczne uwarunkowania pozwalają chłonąć wiedzę, błyskawicznie rozwijać się stosunkowo małym nakładem sił. Z wiekiem w tej materii będzie już tylko gorzej, więc niewykluczone, że za kilka dekad aktualne marnowanie potencjału młodych Polaków przełoży się na trudności polskiej gospodarki i społeczeństwa. Jest więc o co walczyć.

Michał Wałach

Więcej od autora

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Zobacz także

Najnowsze

Praca przyszłości, czyli jak zaprojektować swoją drogę zawodową? Nowy raport Biura Analiz Centrum Grabskiego

Jakie zawody znikną, jakie staną się "trendy"? Co warto studiować by nie martwić się o pracę w przyszłości? Które specjalności będą szczególnie dobrze płatne,...

Sztuczna inteligencja jako pomoc w nauce języków obcych – jak uczniowie i nauczyciele wykorzystują AI?

W dzisiejszych czasach naukę języka angielskiego dzieci rozpoczynają od najmłodszych lat. Jako lingua franca język ten jest niezbędny dla swobodnej komunikacji za granicą i...

Nowa kartka w piłce nożnej! Zmiany tuż tuż


W niedalekiej przyszłości będziemy świadkami kolejnej piłkarskiej rewolucji. Międzynarodowa Rada Piłki Nożnej chce wprowadzić nową sędziowską kartkę o kolorze niebieskim. Czemu ma służyć? Poniżej...

Wypij kawkę w towarzystwie kota, czyli kocie kawiarenki

W ostatnim czasie wielką popularność zyskują kocie kawiarnie, gdzie w towarzystwie miauczących czworonogów można wypić kawkę, herbatkę i zjeść coś słodkiego. Inicjatywa zrodziła się w...

Jak e-sport stał się polem do hazardu dla młodych graczy

Gry komputerowe nie są już tylko formą rozrywki, ale również sposobem na zarabianie pieniędzy. Znaczący wzrost popularności skinów do gier, zwłaszcza takich tytułów jak...

Jeśli posiadasz te monety z czasów PRL-u jesteś bogaty! 

Czy zastanawiałeś się kiedyś co ze starymi monetami z czasów PRL-u, którymi płacili nasi rodzice i dziadkowie?  Jeśli jesteś ich posiadaczem, to może oznaczać, że...

Kilka zdań o pokoleniu Z i „Gangu Albanii” czyli mądry Polak po szkodzie?

W ostatnich dniach spora część internautów oraz mediów emocjonowała się skandalicznym zachowaniem muzyka, znanego szerszej publiczności jako „Popek”. Jego ordynarny występek został zarejestrowany na...

Zaskakujące korzyści z grania w gry komputerowe w kontekście zawodowym

Komputery stały się integralną częścią naszego codziennego życia, a umiejętność ich obsługi stała się niemal równie ważna jak czytanie czy pisanie. Często zastanawiamy się,...