Polscy piętnastolatkowie nadal należą do europejskiej czołówki. W najnowszym badaniu PISA wypadli wyraźnie lepiej niż średnia dla Unii Europejskiej i OECD. To dobra wiadomość. Ale wyniki pokazują też coś ważnego: polska szkoła całkiem dobrze uczy rozwiązywania zadań, a znacznie gorzej radzi sobie z tym, by uczniowie chcieli się uczyć, czuli się w szkole dobrze i potrafili samodzielnie organizować własną naukę.
Najnowsze wyniki badania PISA zostały opublikowane 8 września 2026 roku. Tym razem sprawdzano przede wszystkim kompetencje przyrodnicze, ale badanie obejmowało także matematykę, czytanie oraz nowe obszary związane z funkcjonowaniem uczniów w cyfrowym świecie. W Polsce wzięło w nim udział ponad 7,1 tys. piętnastolatków ze 217 szkół. Na całym świecie przebadano około 760 tys. uczniów z 91 państw i gospodarek. Już na wstępie warto zauważyć jasno: polscy uczniowie nie mają powodów do kompleksów.
Polska wysoko, szczególnie w naukach przyrodniczych
Najmocniejszą stroną polskich piętnastolatków okazały się nauki przyrodnicze. Średni wynik wyniósł 495 punktów. To znacznie więcej niż średnia OECD, która wyniosła 482 punkty, oraz średnia Unii Europejskiej – 476 punktów. W UE wyższe wyniki osiągnęli tylko uczniowie z Estonii i Finlandii.
Dobrze wygląda również matematyka. Polska zdobyła średnio 484 punkty, podczas gdy średnia dla OECD wyniosła 463, a dla Unii Europejskiej 460 punktów. Lepszy rezultat w UE osiągnęła jedynie Estonia.
Nieco podobnie jest z czytaniem. Polski wynik to 482 punkty, wobec 461 punktów dla OECD i 451 dla UE. Także tutaj wyprzedziły nas tylko dwa państwa Unii – Estonia i Irlandia.
To oznacza, że niezależnie od tego, czy mówimy o rozumieniu zjawisk naukowych, matematycznym myśleniu czy pracy z tekstem, polski piętnastolatek statystycznie radzi sobie lepiej niż jego rówieśnik z większości krajów europejskich. To naprawdę mocny wynik.
Nie jest jednak tak dobrze, jak mogłoby się wydawać
Tutaj przechodzimy do „drugiej strony medalu”. Wyniki Polski są bardzo dobre na tle dzisiejszej Europy, ale nie oznacza to, że polska szkoła osiągnęła swój szczyt. Przeciwnie. OECD zwraca uwagę, że wyniki polskich uczniów w 2025 roku są podobne do tych z 2022 roku, ale nadal pozostają poniżej poziomu z 2018 roku, a jeszcze większy dystans dzieli nas od wyników z 2012 roku. Można więc powiedzieć, że Polska zatrzymała spadek, ale nie odrobiła jeszcze wszystkich wcześniejszych strat.
To ważne rozróżnienie. Jeżeli porównujemy się wyłącznie z innymi krajami, możemy ogłosić sukces. Jeżeli natomiast pytamy, czy polska szkoła rozwija się tak szybko, jak powinna, odpowiedź jest już mniej jednoznaczna. Zwłaszcza że kryzys edukacyjny ma charakter globalny. W krajach OECD średni wynik z matematyki jest dziś najniższy w historii PISA, a w czytaniu również odnotowano bardzo głęboki spadek. W latach 2015–2025 średni wynik OECD obniżył się o 22 punkty w matematyce i aż o 28 punktów w czytaniu.
Na tym tle stabilny wynik Polski wygląda więc lepiej. Nie wolno jednak pomylić bycia lepszym od innych z byciem wystarczająco dobrym.
Co właściwie potrafi polski piętnastolatek?
PISA nie jest konkursem wiedzy encyklopedycznej. Uczeń nie dostaje pytań w rodzaju „w którym roku wydarzyło się…?”. Badanie sprawdza raczej, czy potrafi wykorzystać wiedzę w sytuacji, z którą może spotkać się poza szkołą.
W naukach przyrodniczych chodzi między innymi o interpretowanie danych, ocenę dowodów czy wyciąganie wniosków. W matematyce o przełożenie rzeczywistego problemu na język matematyczny. W czytaniu – o zrozumienie tekstu, odnalezienie informacji, odróżnianie faktów od opinii i pracę z bardziej złożonymi treściami. Tutaj polscy uczniowie wypadają dobrze.
Około 80 proc. osiągnęło co najmniej podstawowy poziom kompetencji przyrodniczych, 74 proc. osiągnęło minimum w matematyce, a 76 proc. w czytaniu. Co więcej, 10 proc. polskich uczniów znalazło się w najwyższych poziomach matematycznych, a po 7 proc. osiągnęło najwyższe poziomy w naukach przyrodniczych i czytaniu. To pokazuje, że polska szkoła nadal potrafi wyposażyć znaczną część młodzieży w solidne podstawy. Jednocześnie właśnie słowo „podstawy” jest tutaj kluczowe.
Największy problem? Nie zawsze chce nam się uczyć
Wyniki PISA mówią bowiem nie tylko o tym, co uczniowie wiedzą. Pokazują również, jak funkcjonują w szkole i jak podchodzą do nauki. W tym miejscu obraz robi się znacznie bardziej niepokojący.
Polscy uczniowie stosunkowo rzadko deklarują zainteresowanie nauką i przyjemność z poznawania nowych rzeczy. Nisko wypada również poczucie, że szkoła daje wiedzę przydatną w przyszłej pracy. Zaledwie około 60 proc. badanych zgadza się, że lubi uczyć się nowych rzeczy w szkole. Jeszcze mniej, około 52 proc., uważa, że szkoła nauczyła ich rzeczy przydatnych w pracy.
To powinno być dla dorosłych znacznie ważniejszym sygnałem niż kilka miejsc w międzynarodowym rankingu. Można nauczyć ucznia rozwiązywania równania. Można przygotować go do testu. Można wyćwiczyć analizowanie wykresów. Znacznie trudniej sprawić, żeby po zamknięciu podręcznika chciał sam z siebie dowiedzieć się, dlaczego coś działa, jak działa i co z tego wynika, a właśnie taka ciekawość będzie coraz ważniejsza.
AI już jest w szkole. Niezależnie od tego, czy szkoła jest na to gotowa
Jest jeszcze jeden element badania, którego nie można pominąć. Sztuczna inteligencja przestała być dla uczniów ciekawostką. Stała się narzędziem.
W Polsce 55 proc. piętnastolatków deklaruje, że korzysta z chatbotów AI w nauce przynajmniej raz w tygodniu. To więcej niż średnia OECD wynosząca 46 proc. Uczniowie wykorzystują AI między innymi do szukania informacji, streszczania tekstów czy przygotowywania prac pisemnych. Tutaj szkoła stoi przed ogromnym wyzwaniem.
Problemem nie jest już pytanie: „Czy uczniowie będą korzystać z ChatGPT?”. Oni już korzystają. Pytanie brzmi: czy będą potrafili rozpoznać, kiedy sztuczna inteligencja się myli? To fundamentalna różnica. Uczeń, który wykorzystuje AI do znalezienia kilku informacji, a potem sam je sprawdza, porównuje źródła i wyciąga własne wnioski, może dzięki technologii uczyć się szybciej. Uczeń, który bez sprawdzania kopiuje pierwszą odpowiedź wygenerowaną przez chatbota, może natomiast bardzo szybko nauczyć się… niczego.
OECD zwraca uwagę, że sposób korzystania z AI ma znaczenie, a szkoła może pomagać uczniom w krytycznej ocenie treści generowanych przez sztuczną inteligencję. To jeden z najważniejszych wniosków dla edukacji na najbliższe lata.
Dobra szkoła to nie tylko dobre wyniki
Jest jeszcze jeden bardzo ważny fragment badania, o którym w dyskusji o PISA łatwo zapomnieć. Tylko około 63,5 proc. polskich uczniów deklaruje, że czuje przynależność do swojej szkoły. To jeden z niższych wyników wśród badanych systemów. Relatywnie niewielu uczniów mówi również, że łatwo nawiązuje przyjaźnie, a przecież szkoła to nie tylko miejsce, w którym zdobywa się punkty na sprawdzianach.
To także miejsce, w którym nastolatek powinien nauczyć się współpracy, odpowiedzialności, radzenia sobie z porażką, zabierania głosu i funkcjonowania w grupie. Tymczasem polscy uczniowie stosunkowo rzadko korzystają z pomocy nauczycieli, kiedy czegoś nie rozumieją. 61 proc. deklaruje, że zwraca się wtedy do nauczyciela, podczas gdy średnia OECD wynosi 77 proc. Jednocześnie 77 proc. pyta o pomoc kolegów.
To nie musi być zła wiadomość – rówieśnicza pomoc jest przecież bardzo cenna. Ale pokazuje, że relacja uczeń–nauczyciel powinna być jednym z najważniejszych obszarów pracy szkoły.
Nauczyciel nadal ma znaczenie
W epoce smartfonów, YouTube’a, korepetycji online i sztucznej inteligencji łatwo dojść do wniosku, że nauczyciel przestaje być potrzebny. PISA pokazuje coś przeciwnego.
W Polsce tylko 51 proc. uczniów twierdzi, że na większości lekcji nauk przyrodniczych nauczyciel interesuje się postępami każdego ucznia. 48 proc. uważa, że nauczyciel kontynuuje wyjaśnianie materiału aż do momentu, gdy uczniowie go zrozumieją, a 41 proc. mówi o otrzymywaniu dodatkowej pomocy wtedy, gdy jest ona potrzebna. Wszystkie te wartości są niższe niż średnie OECD.
To jedna z najbardziej wyraźnych lekcji tegorocznego PISA: technologia może być świetnym narzędziem, ale nie zastąpi dobrego nauczyciela, który zauważa konkretnego człowieka siedzącego przed nim. Co więcej, w Polsce problemem pozostają braki kadrowe. 43 proc. uczniów uczy się w szkołach, których dyrektorzy wskazują, że niedobór nauczycieli w jakimś stopniu utrudnia prowadzenie zajęć.
Rodzice też są częścią tego wyniku
Wyniki PISA pokazują również, że szkoły nie działają w próżni. Rodzice mają ogromne znaczenie – i nie chodzi o to, żeby codziennie siedzieć nad dzieckiem z podręcznikiem.
Czasem znacznie ważniejsze jest zwykłe pytanie: „Czego dzisiaj nauczyłeś się w szkole?”. Albo rozmowa o tym, dlaczego jakaś informacja w internecie może być fałszywa. Albo wspólne zastanowienie się nad problemem zamiast natychmiastowego szukania gotowej odpowiedzi.
W Polsce 74 proc. uczniów deklaruje, że rodzice lub opiekunowie przynajmniej raz w tygodniu pytają ich, co wydarzyło się w szkole. 53 proc. rozmawia z rodziną o problemach, które pojawiają się w szkole. To dobry sygnał. Edukacja nie kończy się bowiem wraz z ostatnim dzwonkiem. Polska szkoła zdała egzamin, ale nie powinna spocząć na laurach.
Jak więc ocenić polskich uczniów?
Dobrze. Nawet bardzo dobrze – jeśli porównujemy ich z większością europejskich rówieśników. Polscy piętnastolatkowie mają mocne podstawy matematyczne, przyrodnicze i czytelnicze. Utrzymali wysoką pozycję mimo globalnego kryzysu wyników edukacyjnych. W matematyce, czytaniu i naukach przyrodniczych są wyraźnie powyżej średnich OECD i UE, ale jednocześnie nie powinniśmy uznać tych wyników za dowód, że wszystko w polskiej edukacji działa dobrze. Wręcz przeciwnie.
Jeśli chcemy, aby szkoła przygotowywała młodych ludzi nie tylko do egzaminu, ale do życia, trzeba mocniej postawić na ciekawość, samodzielność, krytyczne myślenie i umiejętność uczenia się. Trzeba również poprawić relacje uczniów z nauczycielami i poczucie przynależności do szkoły.
Nie mniej ważne będzie nauczenie młodzieży rozsądnego korzystania ze sztucznej inteligencji. Nie chodzi o to, żeby walczyć z AI, lecz żeby nauczyć młodych ludzi myśleć wtedy, gdy AI podsuwa im gotową odpowiedź. Właśnie tutaj może znajdować się największe wyzwanie dla polskiej szkoły. Bo przyszłość edukacji nie będzie należała do tych, którzy najlepiej zapamiętują informacje. Będzie należała do tych, którzy potrafią zadać dobre pytanie, znaleźć wiarygodną odpowiedź, sprawdzić ją i wykorzystać w praktyce. Tegoroczna PISA pokazuje, że polscy uczniowie mają do tego całkiem dobry start.
Teraz trzeba sprawić, żeby szkoła pomogła im zrobić kolejny krok.
/kp/
Foto: Youtube.com/zrzut z ekranu
—
Dom Edukacji Medialnej (DEM) to projekt, który został sfinansowany ze środków pochodzących z budżetu państwa (Ministerstwo Edukacji i Nauki) w ramach programu pn. „Rozwój potencjału infrastrukturalnego podmiotów wspierających system oświaty i wychowania”. W Domu Edukacji Medialnej odbywają się m.in. spotkania edukacyjne z udziałem młodych ludzi. W ramach funkcjonującego ministudia nagraniowego są tworzone filmy o charakterze edukacyjnym oraz odbywają się spotkania i wywiady z gośćmi specjalnymi o tematyce edukacyjnej, patriotycznej, historycznej, medialnej i społecznej.


