Michael Corleone i Walter White. Wszystko dla rodziny? A może dla zaspokojenia własnej pychy?

W roku 1972 do kin trafiło jedno z największych dzieł w historii sztuki filmowej: „Ojciec Chrzestny” w reżyserii Francisa Forda Coppoli. W chwili premiery obrazu będącego ekranizacją powieści Maria Puza Vince Gilligan miał niespełna 5 lat i zapewne nie planował jeszcze własnej kariery reżyserskiej. Jego największe dzieło okazało się jednak pod wieloma względami niezwykle podobne do „Ojca Chrzestnego”, bowiem także „Breaking Bad” ukazuje ponadczasowe problemy ludzi i naszą słabą, upadłą naturę.

UWAGA: TEKST ZAWIERA TZW. SPOJLERY!

Oczywiście główny bohater „Ojca Chrzestnego” Michael Corleone oraz najważniejsza postać serialu „Breaking Bad” Walter White mocno się od siebie różnią. Nie oznacza to jednak, że ich życiowe wybory prowadziły w innym kierunku.

Pierwszy z nich to syn mafijnego bossa (dona) Vita Andoliniego, który opuścił Sycylię jako dziecko i w USA zbudował swoją przestępczą potęgę (zmienił także nazwisko na Corleone – w filmowej adaptacji owa zmiana była wynikiem błędu urzędników migracyjnych). Michael początkowo nie podążał jednak śladem ojca – jak czynili jego dwaj bracia: Santino i Frederico oraz nieformalnie adoptowany Tom. Można wręcz powiedzieć, że wybrał drogę mogącą zaprowadzić go na szczyt amerykańskiej hierarchii społecznej – hierarchii zupełnie legalnej, a nie przestępczej. Michael studiował, walczył z faszyzmem w trakcie II wojny światowej, a po powrocie – jako bohater – związał się z Amerykanką i nawet w najmniejszym stopniu nie mieszał się w działalność rodziny.

Waltera White’a poznajemy na zupełnie innym etapie jego życiowej drogi. O ile bowiem Michael ma około 25 lat, gdy zaczyna włączać się w bandycką działalność rodziny, o tyle White jest tuż przed 50. rokiem życia – życia na pozór stabilnego. Ma bowiem kochającą żonę, syna, córkę (w drodze) i dom na kredyt. Ma jednak także nowotwór oraz bolesną ranę w psychice. W młodości był bowiem utalentowanym naukowcem, ale wycofał się z dobrze zapowiadającego się przedsięwzięcia. Jego dawni partnerzy dorobili się tymczasem majątku, zapominając o jego wkładzie w rozwój firmy. On zaś walczy, by wiązać koniec z końcem – pensja nauczyciela okazuje się bowiem niewystarczająca i musi dorabiać na myjni samochodowej, co w sytuacji czyszczenia pojazdów własnych uczniów bywa powodem frustracji. Gdy więc słyszy diagnozę pojmuje, że nie będzie stać go na leczenie. Unosząc się honorem odmawia jednak przyjęcia pomocy od dawnych przyjaciół. Obawia się ponadto, że po swojej śmierci niczego nie zostawi rodzinie.

I to właśnie rodzina jest jednym z kluczowych punktów fabuły obu produkcji – filmu z początku lat 70. i serialu z przełomu pierwszej i drugiej dekady XXI wieku. W obu przypadkach rychło okazuje się jednak, że żaden z głównych bohaterów nie rozumie rodziny tak, jak powinien, a ich wyobrażenie na temat obowiązków wobec bliskich staje się wygodną przykrywką dla realizacji własnych żądzy: władzy, dominacji, podporządkowania. Dla własnej pychy. Koniec końców to bowiem ona, a nie rodzina, bierze górę nad wszystkimi działaniami Michaela i Waltera.

Przemiana bohaterów w postaci do szpiku kości złe jest jednak stopniowa. To proces. Michael nie decyduje się bowiem na dokonanie pierwszego przestępstwa – i to morderstwa – w wyniku walki o władzę, pozycję w świecie mafijnym. Zabijając Virgila Sollozzę (i pracującego dla niego kapitana policji Marka McCluskey’ego) uśmierca człowieka, który czyhał na życie jego ojca i nawet dokonał zamachu. Co prawda wówczas Sollozzo proponował rodzinie Corleone porozumienie, ale liderzy mafijnego klanu zarządzanego pod nieobecność donna przez jego najstarszego syna Santina uznali, że nie można ufać człowiekowi, który chciał zamordować ich ojca. W przestępczej logice było to więc poniekąd morderstwo dokonane w ramach obrony bliskiej osoby – nawet praworządny Michael wiedział, że policja nie ochroni Vita Corleone – jej szef McCluskey „siedział w kieszeni” Sollozzy. Po tych wydarzeniach Michael udał się do zaprzyjaźnionego dona na Sycylię, gdzie poznał młodą kobietę i wziął z nią ślub. Apollonia Corleone zginęła jednak w zamachu skierowanemu przeciwko jej mężowi, za którym stał bliski współpracownik Michaela. Z pewnością także to doświadczenie utwierdziło głównego bohatera w przekonaniu o konieczności realizacji w swoim życiu tradycyjnego, sycylijskiego ideału zemsty – vendetty. Było to szczególnie widoczne, gdy sam został donem.

Podobnież i Walter White nie wszedł w świat przestępczy jako człowiek pozbawiony jakichkolwiek hamulców. Rzecz jasna jego moralność była już wówczas w fatalnym stanie – wszak zdecydował się produkować narkotyki doskonale wiedząc jak wyniszczające dla ludzkiego zdrowia i życia oraz uzależniające jest jego „dzieło” – jednak cały Walter z pierwszych odcinków nie był Walterem z drugiej połowy serialu, gdy bez mrugnięcia okiem mordował ludzi stojących na jego drodze do realizacji własnych, przestępczych celów (nie zawahał się nawet przed otruciem dziecka).

Zarówno więc Michael Corleone jak i Walter White stają się przestępcami w wyniku zbiegu okoliczności, a ich pierwsze niegodziwe czyny – bez wątpienia godne potępienia – nie były motywowane żądzą władzy. Można nawet powiedzieć, że przyświecające im ideały – ochrona rodziny i dbanie o jej byt – same w sobie nie są złe, a bohaterowie dążąc do dobrego celu po prostu wybrali złe metody. Ich losy unaoczniają nam jednak wyraźnie dokąd prowadzi stosowanie w życiu zasady, iż cel uświęca środki. Pierwsze wyrządzone przez nich zło, pierwsze zbrodnie, łamią w nich bowiem moralne szlabany. Rychło okazuje się, że po wyborze zła jako metody realizacji swoich celów porzucenie zbrodniczych praktyk staje się wyzwaniem. Wyzwaniem, któremu mogliby jednak sprostać, gdyby chcieli. Mieli wszak ku temu okazje, ale z nich nie skorzystali.

Michael po śmierci ojca wie, że czas zawieszenia broni między rodzinami mafijnymi dobiegł końca. Nie decyduje się jednak na realizację obietnicy złożonej swojej pochodzącej z USA żonie – że rodzina Corleone wkrótce w pełni zajmie się legalną działalnością. Nowy don nawet nie próbuje odejść z przestępczego świata. Przeciwnie. Błyskawicznie przystępuje do brutalnego rozprawienia się z przeciwnikami. Wszystkich morduje zdobywając tym samym pozycję niekwestionowanego lidera amerykańskiej mafii. Okazuje się przy tym ordynarnym kłamcą, który w żywe oczy przekonuje swoją żonę, że nie miał nic wspólnego z serią zbrodni. Ostatnia scena z filmowej adaptacji „Ojca chrzestnego” dobitnie pokazuje nam, gdzie zaprowadziła Michaela patologiczna „miłość” do rodziny będąca w rzeczywistości przykrywką do realizacji własnych chorych ambicji, pychy i żądzy dominacji. Okłamana żona patrzy bowiem, jak bandyci oddają jej mężowi honory – hołd związany z wymordowaniem przez niego przeciwników – a Michael przyjmuje je z nieskrywaną satysfakcją, po czym jeden z przestępców zamyka przed nią drzwi do pokoju, w którym zaraz odbędzie się narada bandytów.

Podobnież postąpił i Walter White, który przez całą swoją przestępczą karierę miał szanse, by wycofać się z zaangażowania. Niekiedy mogło wiązać się to dla niego z zagrożeniem, ale przynajmniej raz miał szansę zacząć wszystko od nowa. Zawsze jednak „coś” okazywało się ważniejsze. Czasami chodziło o fatalnie rozumiane bezpieczeństwo – fatalnie, gdyż ostatecznie zawsze dalsza działalność sprowadzała na niego i rodzinę problemy – a czasami o pieniądze, których – jego zdaniem – zgromadził za mało. W rzeczywistości jednak Walter White pozostawał przestępcą, gdyż chciał nim pozostawać, gdyż władza uzyskana w ten sposób dawała mu satysfakcję, co zresztą w przypływie szczerości wyznał swojej żonie. Tym samym ostatecznie główny bohater serialu „Breaking Bad” wyżej postawił własne żądze i ambicje niż rodzinę, której źle pojęty interes pchnął go do zaangażowania się w produkcję narkotyków.

Obie produkcje, choć ich powstanie dzieli około 40 lat, doskonale zarysowują nam archetypiczne wręcz postawy i ludzkie losy. Ktoś, kto raz wybrał zło, ma wielki problem, by zawrócić i na nowo stać się dobrym obywatelem – choć oczywiście jest to możliwe. Problemem w pozytywnej przemianie nie zawsze są jednak okoliczności zewnętrzne. Często decydującą rolę odgrywają motywacje wewnętrzne: egoizm, pycha, żądza władzy i dominacji oraz kłamstwo – bo przecież jawnym łgarstwem było zasłanianie się przez Michaela Corleone i Waltera White’a rodziną jako rzekomym celem ich działalności, gdy w rzeczywistości chodziło im wyłącznie o własne chore ambicje.

Czy jednak postępowanie ludzi i życiowe decyzje tych, którzy wybrali zło, jest zawsze takie samo? Oczywiście nie. Znamy wiele przykładów spektakularnego porzucania dawnego stylu życia i wyboru dobra, a niejeden, który tego dokonał, został nawet ogłoszony świętym i do dziś stanowi dla nas idealny przykład, wzór do naśladowania. Refleksje nad oboma słynnymi produkcjami nie mogą jednak ograniczyć się wyłącznie do pozytywnej konstatacji ani do uznania, że problemy Michaela Corleone oraz Waltera White’a dotyczą wyłącznie bohaterów fikcyjnych lub ewentualnie „jakiś ludzi, gdzieś daleko”. Nie. Niestety nie. Wielokrotnie bowiem ludzie w naszym otoczeniu, często bliskim, a może nawet my sami, decydujemy się podążać prostą drogą licząc, że w naszym przypadku będzie inaczej, że nasz cel jednak uświęci środki. Pamiętajmy jednak, że nawet najwięksi bandyci nie zaczynali od walk na szczytach mafijnej hierarchii i dokonywania rzezi. Najpierw następowało niszczenie moralnych szlabanów, a dopiero potem szli na całość. A właśnie taki schemat może mieć miejsce w naszym życiu – i nie koniecznie musi oznaczać zaangażowanie się w przestępczość. Drobne nieuczciwości czynią bowiem w naszej moralności wyrwę, przez którą do życia może wedrzeć się większe oszustwo, fałsz, kłamstwo. Niewielkie kłamstwo otworzy drogę pełnemu zakłamaniu, oszukiwaniu bliskich i samych siebie, unikanie płacenia podatków – bezpośredniej kradzieży, nieznaczne ignorowanie ograniczenia prędkości – piractwu, żartobliwe flirtowanie z koleżanką lub kolegą z pracy – romansowi. I tak dalej, i tak  dalej. Przykłady można by mnożyć. Oczywiście nie musi się tak stać. Możemy okazać się tymi silniejszymi, tymi wybitniejszymi, którzy po złamaniu jednej granicy nie przekroczą kolejnej. Możemy, ale nie musimy. A życie mamy jedno i zdecydowanie nie warto ryzykować jego zmarnowania.

Michał Wałach

 

 

 

Na zdjęciu: Al Pacino jako Michael Corleone oraz Bryan Cranston jako Walter White. Źródło: The Godfather (YouTube) + Netflix Polska (YouTube).

Więcej od autora

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Zobacz także

Najnowsze

Polak potrafi czyli Uniwersytet Jagielloński z sensacyjnym odkryciem!

Innowacyjna metoda rozpoznawania bakterii oraz grzybów na zdjęciach pochodzących z mikroskopów świetlnych, opracowana na Uniwersytecie Jagiellońskim, jest pierwszą na świecie pod względem szybkości. Wykorzystując...

Krakowski licealista rozchwytywany przez amerykańskie uczelnie

Michał Lipiec, uczeń krakowskiego V LO im. Witkowskiego w zeszłym roku zdobył trzy medale podczas międzynarodowych olimpiad. To jednak tylko ułamek jego sukcesów, które...

Bilety na mecze Polaków wyprzedane!

Po awansie Reprezentacji Polski na Euro 2024 byliśmy świadkami bardzo szybkiej sprzedaży biletów. Wielu fanów czuje się pokrzywdzonych. Polacy jako ostatni, po ekscytującej serii rzutów...

Kontrowersyjna koszulka reprezentacji Niemiec, koncern Adidas zabrał głos w tej sprawie!

Na koszulkach Reprezentacji Niemiec z numerem 44 zauważono podobieństwo do nazistowskiego symbolu SS. Adidas, UEFA i DFB nie widzieli nic niestosownego!  Mimo że do Euro...

(WIEM) Po co nam edukacja? Odpowiada dr hab. Klaudia Cymanow- Sosin

Czym jest edukacja, jakie są jej cele, jak budować relacje i skutecznie się komunikować. O tym wszystkim w ramach serii Warsztatów Innowacyjnej Edukacji Medialnej...

Studia za granicą. Jak się przygotować i jakie korzyści dają?

Marzysz o studiowaniu za granicą? Chcesz poszerzyć swoje horyzonty, nauczyć się nowego języka i zanurzyć się w innej kulturze? Oto kompleksowy przewodnik, który pomoże...

Przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej – porady dla młodych poszukujących pracy

Stoisz na progu dorosłości i właśnie wysłałeś swoje CV na wymarzoną pozycję. Gratulacje, to pierwszy krok do kariery marzeń! Ale co dalej? Rozmowa kwalifikacyjna...

Młodzi na rynku pracy – jakie wyzwania czekają pokolenie Z i Alfa

Wchodząc na rynek pracy, młodzi ludzie z pokoleń Z i Alfa stają przed wyzwaniami, które definiują ich drogę zawodową. W tym artykule przyglądamy się...