Rozwody i TVP, czyli co się stało z Polakami i naszym konserwatyzmem?

W najnowszym numerze konserwatywnego tygodnika „Sieci” przeczytałem interesujący tekst redaktor Doroty Łosiewicz, w którym autorka celnie zauważyła, że liberalne media coraz intensywniej propagują w Polsce moralne antywartości, co ma negatywny wpływ na jednostki i cały naród (vide: demografia). Publicystka zupełnie słusznie stwierdziła także, że celem mediów konserwatywnych winno być odkłamanie zafałszowanego przez postępowców obrazu rodziny. I tu również: pełna zgoda. Problem w tym, że obserwując polski krajobraz społeczny i polityczny łatwo dojść do wniosku, że niektórzy konserwatyści nie dostrzegają własnego udziału w cywilizacyjnym starciu i nie korzystają z narzędzi, którymi dysponują. Oto bowiem zaledwie kilkadziesiąt godzin przed trafieniem do kiosków nowych „Sieci” Telewizja Publiczna (pośrednio zarządzana przez polityków prawicy) zareklamowała dokładnie to samo, co media liberalne, tyle tylko, że w wersji light i z czymś na kształt pseudoreligijnej otoczki.

Mowa oczywiście o głośnym i oburzającym wielu konserwatywnych Polaków fragmencie sobotniego wydania programu „Pytanie na śniadanie”, w którym prezenterzy Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski pochwalili się, że są parą i przebywają na wspólnym urlopie w Izraelu. Pardon: w Ziemi Świętej, co zostało wyraźnie podkreślone, podobnie zresztą jak duchowy wymiar tego miejsca. Redaktor Kurzajewski przypomniał nawet, że wszystko w okolicy, którą odwiedzają, przypomina o miłości. A może o Miłości?

Dla ludzi wierzących jest absolutnie jasne, że Miłość, którą można utożsamiać z Ziemią Świętą, to Coś przewyższającego wszelkie ludzkie uczucia, wybory, akty woli. Tą Miłością jest bowiem Jezus Chrystus. Tymczasem prezenterzy, którzy w telewizji śniadaniowej ujawnili swój związek, zawarli w przeszłości sakramentalne małżeństwa. Powierzyli więc swoją miłość Panu Bogu i zaprosili do swoich rodzin samego Jezusa Chrystusa. Tyle tylko, że uczynili to wówczas nie ze sobą nawzajem, a innymi ludźmi, z którymi od tego czasu zdążyli wziąć rozwód (oczywiście mający znaczenie jedynie w obszarze prawa cywilnego).

W tym kontekście wspomnienie o Miłości Najdoskonalszej, bo Miłości Bożej – a proszę mnie poprawić jeśli się mylę, ale tak zrozumiałem słowa Macieja Kurzajewskiego – brzmi co najmniej skrajnie niestosownie. Zaskakuje także fakt, że ów wątek przywołała prowadząca program Ida Nowakowska, tancerka i prezenterka telewizyjna nie ukrywająca swojej wiary. W „Pytaniu na śniadanie” nie miała jednak problemów, by zadeklarować wsparcie dla swoich znajomych z pracy, których życiowe wybory nie powinny zyskać aprobaty katolika.

Przyznam się szczerze, że oglądając ten krótki fragment „Pytania na śniadanie”, który w sieci opublikował facebookowy profil TVP, czułem się skrajnie zażenowany. Gdy zaś tego samego dnia – także w poniedziałek rano – przeczytałem wspomniany wyżej tekst redaktor Doroty Łosiewicz w tygodniku „Sieci”, to poczułem się zupełnie skołowany. Oczywiście redaktor Łosiewicz nie odpowiada za linię programową Telewizji Polskiej, a Telewizji Polskiej nic do publicystyki redaktor Łosiewicz, jednak cały czas mówimy o mediach znajdujących się po tej samej stronie światopoglądowego i cywilizacyjnego podziału. „Sieci” nie ukrywały nigdy, że mają ambicję być konserwatywnym tygodnikiem opinii oraz blisko im do partii sprawującej obecnie władze w naszym kraju. Władze TVP pochodzą zaś wprost z nadania polityków tejże formacji. Wydawać by się więc mogło, że pewne fundamentalne sprawy wszyscy znajdujący się po prawej stronie będą rozumieć jeśli nie identycznie, to przynajmniej podobnie – i to nawet uwzględniając fakt, że publicyści nie zawsze wyrażają myśli w stu procentach zgodne z przekonaniami swoich przełożonych. Tu jednak mówimy o sprawach tak podstawowych, że owa zgodność pozostaje bezapelacyjnie oczekiwana. Nie ma wszak pojęć i definicji bardziej fundamentalnych jak rodzina i małżeństwo. I albo rozumie się je jako trwałe i stabilne „miejsca” powoływania na ten świat i wychowywania dzieci, albo się przy definicjach majstruje, lądując po drugiej stronie światopoglądowego sporu.

Oczywiście żyjemy w świecie dalekim od ideału obecnego w umysłach tradycjonalistów i konserwatystów. Daleko nam do czasów, gdy rozwodów nie było – a więc do epoki sprzed rewolucji francuskiej i spopularyzowania w Europie, w tym w Polsce (wówczas: Księstwie Warszawskim) Kodeksu Napoleona. Ponadto, co warte odnotowania, późniejsze ustawodawstwa państw zaborczych były w tej kwestii bardziej konserwatywne niż rozwiązania francuskie i lepiej chroniły małżeństwo praktycznie nie dopuszczając rozwodów, a nasza II RP odziedziczyła i zachowała owe rozwiązania. Ale i nawet później, gdy takie rozwiązania zaimplementowano w systemie prawnym ziem polskich, rozwód uznawano za coś negatywnego, za porażkę ludzi decydujących się na ten krok (wszak nikt go nie chciał, nikt stając na ślubnym kobiercu nie planował porzucenia swojej drugiej połówki) oraz za tragedię dla dzieci pozbawianych fundamentalnego w procesie wychowania posiadania i matki i ojca. Rozwody stały się więc w oczach społeczeństwa wydarzeniem przykrym, wstydliwym i niechcianym, które jednakże po cichu tolerowano (w zgodzie z fundamentalną doktryną wszystkich Polaków od lewa do prawa – ideą: świętego spokoju). I tak było przez lata.

W ostatnim czasie dostrzegalna jest jednak zmiana. Rozwód zyskał dobrą prasę – także w sensie dosłownym. Dziś przedstawia się go (a wielu ludzi to „kupuje”) jako świetny sposób na rozwiązanie wszelkich życiowych niedogodności: na brak zrozumienia współmałżonka, na pogorszenie relacji, na niedopasowanie charakterologiczne lub „łóżkowe”, na zupełnie inne hobby, ale także jako szansę na powrót na „rynek matrymonialny”, na znalezienie lepszego modelu. A dzieci? Cóż, zrozumieją, w końcu jest XXI wiek – zdają się krzyczeć postępowe serwisy, na czele z najgorszą pod względem obyczajowym częścią rynku: tytułami „dla kobiet”.

Owo przedstawienie „pozytywów” rozwodu jest oczywiście efektem wysiłków liberalnych mediów, o czym szeroko pisała red. Łosiewicz w swoim tekście, do którego pozostaje mi tylko odesłać zainteresowanych. Rozmaite redakcje dwoją się i troją – a w ostatnim czasie powiedziałbym nawet, że się wręcz „czworą” – żeby obrzydzić Polakom rodzinę jako taką. Podważa się więc wiarę w możliwość zbudowania trwałego, stabilnego i wiernego małżeństwa poprzez pokazywanie tego, co najgorsze: zdrad, rozstań, kłótni. Działa tu banalny mechanizm: skoro wszyscy się kłócą, a w końcu zdradzają i rozchodzą, to po co angażować się bardziej, po co brać ślub? Podważa się jednak także inne elementy rodziny, inne poziomy relacji: liberalne media hurtowo opisują więc tragiczne relacje ze złą córką, patologicznego syna, bezczelną synową, wredną teściową i tak dalej.

Oczywiście, nie jestem naiwny. Jasne, że zdarzają się naganne zachowania. Ale znaj proporcjum, mocium panie. Bo im częściej pisze się o patologiach, tym bardziej ulegają one normalizacji, stają się w społecznym odczuciu czymś „zwyczajnym”, co mocno wpływa na percepcję świata i odstrasza młodych od większego zaangażowania w związek, od jego zamienienia w trwałą i stabilną formę: małżeństwo. Ale ów wpływ nie dotyczy jedynie ludzi młodych. Normalizacja patologii może rujnująco wpływać także na zachowania małżonków. W ten sposób media mogą przyczyniać się do osobistych dramatów, które z czasem przybierają formę społecznej plagi, a chętnie opisujące to media jedynie wpychają naród w błędne koło moralnej degeneracji.

I tu dochodzimy w naszej narracji do momentu, w którym należy zadać bajecznie proste, ale jednak fundamentalne pytanie: po co? Po co Telewizja Polska – a więc medium publiczne, od którego mamy prawo oczekiwać wierności podstawowy ideałom światopoglądowym wyrażonym w polskiej Konstytucji chroniącej małżeństwo i rodzinę przed rozpadem, a dzieci przed demoralizacją – w sobotni poranek w telewizji śniadaniowej obwieściła światu, że dwójka prezenterów wcześniej związanych sakramentalnym związkiem małżeńskim z innymi ludźmi stała się parą? Czemu to służyło? Dlaczego telewizja, która potrafiła w przeszłości wręcz do absurdu sprowadzać lojalność wobec ideałów partii rządzącej, nie mogła tym razem pamiętać, że rządzący setki razy podkreślali swoje poparcie dla rodziny oraz manifestowali przywiązanie do zasad katolickich? Czy ten materiał choć o odrobinę poprawił świat, sytuację społeczną w naszym kraju i siłę jakiegoś małżeństwa? A może jednak istnieje ryzyko, że widok radosnych osób po rozwodzie pchnie do rozstania się ludzi pozostających w kryzysie, którzy jednak w innej sytuacji mogliby spróbować wyjść z trudności obronną ręką?

Te pytania oczywiście pozostaną bez odpowiedzi ze strony tych, którzy powinni zadać je sobie przed sobotnią emisją programu w TVP2. Warto jednak, by wybrzmiały głośno. Może ktoś tworzący media następnym razem będzie pamiętał, że odpowiada nie tylko za wyniki, oglądalność, klikalność i cytowalność, ale mając w rękach potężne narzędzia odpowiada także za ludzi, za swoich widzów, rodaków, a ponadto – jako człowiek wierzący przypomnę – za każdy czyn każdy z nas odpowie przed Sędzią Sprawiedliwym.

Michał Wałach

 

Na zdjęciu: Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski. Fot.: facebook.com/BadzmyRazem.TVP

Więcej od autora

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Zobacz także

Najnowsze

Polak potrafi czyli Uniwersytet Jagielloński z sensacyjnym odkryciem!

Innowacyjna metoda rozpoznawania bakterii oraz grzybów na zdjęciach pochodzących z mikroskopów świetlnych, opracowana na Uniwersytecie Jagiellońskim, jest pierwszą na świecie pod względem szybkości. Wykorzystując...

Krakowski licealista rozchwytywany przez amerykańskie uczelnie

Michał Lipiec, uczeń krakowskiego V LO im. Witkowskiego w zeszłym roku zdobył trzy medale podczas międzynarodowych olimpiad. To jednak tylko ułamek jego sukcesów, które...

Bilety na mecze Polaków wyprzedane!

Po awansie Reprezentacji Polski na Euro 2024 byliśmy świadkami bardzo szybkiej sprzedaży biletów. Wielu fanów czuje się pokrzywdzonych. Polacy jako ostatni, po ekscytującej serii rzutów...

Kontrowersyjna koszulka reprezentacji Niemiec, koncern Adidas zabrał głos w tej sprawie!

Na koszulkach Reprezentacji Niemiec z numerem 44 zauważono podobieństwo do nazistowskiego symbolu SS. Adidas, UEFA i DFB nie widzieli nic niestosownego!  Mimo że do Euro...

(WIEM) Po co nam edukacja? Odpowiada dr hab. Klaudia Cymanow- Sosin

Czym jest edukacja, jakie są jej cele, jak budować relacje i skutecznie się komunikować. O tym wszystkim w ramach serii Warsztatów Innowacyjnej Edukacji Medialnej...

Studia za granicą. Jak się przygotować i jakie korzyści dają?

Marzysz o studiowaniu za granicą? Chcesz poszerzyć swoje horyzonty, nauczyć się nowego języka i zanurzyć się w innej kulturze? Oto kompleksowy przewodnik, który pomoże...

Przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej – porady dla młodych poszukujących pracy

Stoisz na progu dorosłości i właśnie wysłałeś swoje CV na wymarzoną pozycję. Gratulacje, to pierwszy krok do kariery marzeń! Ale co dalej? Rozmowa kwalifikacyjna...

Młodzi na rynku pracy – jakie wyzwania czekają pokolenie Z i Alfa

Wchodząc na rynek pracy, młodzi ludzie z pokoleń Z i Alfa stają przed wyzwaniami, które definiują ich drogę zawodową. W tym artykule przyglądamy się...